
“I znowu jestem w tobie
Ty znów czujesz mnie w sobie
i to już chyba koniec
w ramionach swych umrzemy.
Nie mam już kontroli!
Kosmos się rozszerza!
Zapadamy w siebie
chyba umieramy.”
Żywioły – “Znowu jestem w tobie”
Nie mam właściwie pojęcia co mam myśleć, więc nie myślę. Wbrew pozorom to bardzo pozytywny sposób na życie. Nie zadręczam się, nie planuje, nie komplikuje sobie życia, nie kreuje problemów, po prostu czuje, odczuwam, przeżywam, przewzruszam moje istnienie. Działam zmysłami, działam serduchem, jestem jednym wielkim mechanizmem uczuciowym. I to nie jest takie głupie.
Stara, aż nazbyt wyświechtana i przez to nudna fraza “carpe diem” jak zawsze jednak się sprawdza. Lepiej bądź gorzej, ale pomaga, daje jakąś swoistą hipisowską radość, w to, że przecież kurwa mać nie jest tak źle, że przecież są ludzie i miejsca które się kocha. Każdy dzień można w końcu przeżyć do cna, tak, żeby nawet największa pierdoła przynosiła jakiś taki miły spokój, że to nie są tylko oklepane frazesy, które wymyślili jacyś starożytni idioci, którzy mieli zbyt wielkie mniemanie o sobie, żeby uprawiać zielsko, albo politykę. To ma jakiś głębszy sens.
Może dla kogoś wydawać się idiotyczne zachwycanie się byle niebem, byle rozmową, byle oczami i byle słowami. Pewnie, można i tak. Można wszystko zacząć dogłębnie analizować, rozbierać na czynniki pierwsze, patrzeć przez zajebiście wielki mikroskop i dochodzić do wniosku, że to wcale nie jest takie idealne. Jasne, można i tak, nikt nie broni. Ale ja ostatnio wolę jechać jakoś na emocjach i zachwycić się banalnym do cna zachodem słońca, albo wierszami Gary’ego Snydera, które przecież patrząc chłodnym okiem, są pełne patosu i banalne. I chuj.
Pewnie niedługo z jakiegoś powodu mi to przejdzie, albo i nie. Wolałbym nie, bo mi na swój sposób dobrze. Dobrze jest tak istnieć, tak skrajnie emocjonalnie. Mnie to w każdym razie nie przeszkadza
I znowu jestem w tobie
Ty znów czujesz mnie w sobie
Gdzie my jesteśmy teraz?
Chyba po drugiej stronie nieba.
PS. Wyjeżdżam na dwa tygodnie, do zobaczenia




nie jest dobrze żyć tak skrajnie uczuciowo, chociaż mnie raczej męczy stan skrajnej obojętności z prześwitami jakichś jebanych drgnień.
i raczej szybko nie minie.
trzymaj się, Robercie, miłego wyjazdu tu ci oficjalnie życzę, i pamiętaj, jak wrócisz, wszystko będzie dobrze
Ja tam lubię sobie pofilozofować (filozofia <3), analizować, porozbierać wszystko na czynniki pierwsze, ale zgadzam się, zajebiście jest czasem jechać na emocjach i mieć wszystko w dupie.
Dobry wpis, brawo.
Nie słuchaj tyle Winixa to wyjdzie Ci na zdrowie
obraz mi się wyjątkowo bardzo bardzo podoba bro,a tekst popieram, szczególnie to zachwycanie sie oczami, lubię oczy, coś w nich jest
Robercieeeee, kiedy wracasz?
Już Aniu