Stare mechanizmy istnienia
maj 17, 2008 autor Robert Szymczak

“Serce pęcznieje, nabrzmiewa,
Wesele musuje w ciele,
Można oszaleć z radości,
O, moi przyjaciele!
Od stóp do głowy krąży
Potok niepowstrzymany!
Pomyślcie, co się dzieje!
Jaki to pęd opętany!”
Julian Tuwim- “Wiosna”
Wysoka, przezroczysta szklanka pełna zimnej, ożywczej wody, obok głośnik głośnik wypełniający przestrzeń muzyką Armanda Amara. Okno, które wpuszcza pocięte przez żaluzje światło prosto na moją nieruchomą twarz. Delikatny przeciąg zmuszający włosy do ruchu, skórę do odczuwania a myśli do wpływania, na nowe rejony. Do przesady żywa bezczynność, bezruch wypełniony pulsującym istnieniem, istnieniem tak wyraźnym i wszechobecnym, że nie może do końca zmieścić się w Moim Małym Świecie. Przez zmysły zmysłowo poskręcany siedzę i Jestem, jestem częścią tego wszystkiego, co się w okół mnie dzieje, co wiruje tańczy, śpiewa i przytula mnie ze wszystkich stron. “Niech mnie ktoś przytuli.”
Dojmujące brzęczenie w głowie, głowie wypełnionej różnymi głosami, pełnej smogu miasta i czułego zapachu perfum, oraz powietrzem, takim rozległym i czystym, takim łąkowoniebiańskodrogowym. Takim, w którym się dusza unosi, odrywa się od ciała i leci w górę, gdzieś tam. Wylatuje przez twarz, przez uderzenia gorąca jakie tam sie pojawiają, przez łzy, przez chłód na policzkach, przez dźwięki w uszach i wypełniający czerep świeży zapach. Może być na przykład trawy, ale w sumie nie musi. Przez twarz dusza wyskakuje na małą przerwę, na małą Przygodę i to właśnie taką, przez duże P, przez duże Emocje i przez duże Uczucia. Inaczej nie można.
Chmury i samoloty hałasujące wokół mnie, odcięte co prawda wielkim kawałkiem betonu, ale zawsze gdzieś tam są. One sobie pewnie tańczą. Nieustanny mechanizm istnienia, artystycznego wyzwolenia nawet tam, gdzie teoretycznie go nie ma. Jeden wielki taniec emocji, które oddalają się ode mnie i przesiąkają wszystko, nawet najprostsze sprawy, czynności w których ich wcale nie powinno być. A jednak one są i nic sobie nie robią z takiego gadania, są i nie przestaną dopóki ja tu jestem.
I nawet nie trzeba się ruszać. Wystarczy istnieć.




Dobrze, że jesteś (:
końcowy akapit, czyli nie komentuje, wystarczy, że istnieje
Też was kocham
A ja byłem w Warszawie i powiem, że Robert zdecydownie nie tylko istnieje. On jest słomkofilem, który bezbłędnie zidentyfikował moją rzeźbę jako surrealistycznego wielbłąda. Oczywiście zamiast użycia trudnego słowa zaczynjącego się od su… rzucił prostszym do wymówienia Salvadorem Dali, ale oczywiście wszyscy wiedzą co miał na myśli. Oczywiście mógł także Zamiast pana z dziwnym wąsikiem i dziwnymi poglądami, rzucić nazwiskiem Magritte’a lub Duchampa.
Niestety twór ten nazwany Dwugarbnym Wielbłądem Salvadora Dali lub też po prostu Wielbłądem Salvadora Dali został zniszczony przez własną niestabilność, choć bardzo ładnie się prezentował stojąc na swoich, cienkich niczym słomki, nogach.
http://b88.grono.net/20/137/gallery-53654304-500×500.jpg
A oto wyżej opisane dzieło
Martwe płody przy tym wysiadają (;
Stanowczo domagam się nowej notki! ((((:
zzzzzz
skąd ty bierzesz te foty?
i ja jestem! hej! i na zdjęciu też mnie trochę widać
a gdzież nowa notka ;|.