
“Wzdycha tak jak tygrys, gdy mu się krew lśni
płacze tak, że jak deszcz lecą z jej oczu łzy
a gdy kłamie to tak, że wierzysz w każdą rzecz
ale nie gniewaj się taka po prostu jest
Gdy będą stukać do twych drzwi przy tobie będzie stać
tak wychowały ją ulice brudnych miast”
The Analogs “Dziewczyny z brudnych miast”
Kiedy nasz świat, cały świat, sprowadza się jedynie do brudu i beznadziei, do kilku kroków stąd do tamtąd, codziennego odwiedzenia tych samych miejsc, wymawiania tych samych słów. Co mamy robić kiedy nasze aktorstwo zaczyna grać nami, kiedy całe życie nie jesteśmy tym kim naprawdę chcielibyśmy być? Czy w takich momentach człowiek jest w stanie się zatrzymać, zaprzeć nogami ze wszystkich sił? Zdzielić życie po ryju i pokazać kto tu rządzi? Nie wiem.
Nikt nigdy nie wmawiał nikomu, że człowieczeństwo jest łatwe, że jest proste i przyjemne jak bajeczka, że wystarczy być okropnie nieszczęśliwym Kopciuszkiem, żeby wszystko ułożyło się dobrze, że wystarczy zgubić przypadkiem jakiś cholerny pantofelek. Czasami jednak się okazuje, że nasze małe nieszczęścia nie są tak uroczo filmowe, że życie nie jest wcale jakimś pięknym balem, pełnym miłych, dobrych i życzliwych manekinów (bo na pewno nie ludzi). A szkoda. Prawda?
“To wszystko absolutnie nie ma sensu! Czysty idiotyzm!”. Łatwo tak powiedzieć. Łatwo, kiedy widzi się jak bardzo ludzka jest głupota i zawiść, jak wiele prymitywnych i beznadziejnych uczuć w nas drzemie, jak dziwacznie poskręcane są nasze instynkty. Zawsze można wyjść z założenia, że autor naszego świata, naszego życia jest fatalny, fabuła jest nieciekawa i źle ułożona, główna postać nudna i bez charakteru, a cała reszta zwyczajnie idiotyczna. Warto tylko sobie postawić pytanie kto tym autorem jest.
Można się użalać nad syfem wokół nas, nad tym, że nasze miasto nie jest jakimś zajebanym Miami, gdzie ludzie srają luksusem, brylantami i własnym pięknem. Tylko po co? Przecież nawet w tym całym brudzie można żyć w prawdziwym raju, może nie aż tak wytwornym i eleganckim jak książęcy zamek, ale jednak cholernie pięknym. Tylko, że do tego trzeba mieć minimum wiary, odwagi smaku i charakteru. Wierzę, że ty, Czytelniku, to masz.
Możemy ustawiać się na wystawach, prezentować swoje nieszczęście stojąc na plastikowych krzesełkach, wykrzywiać twarz i ręce i intelektualnie się masturbować tą chwilą, kiedy wszyscy nam współczują. Ach, och i ech. Tylko, że to do niczego nie prowadzi. Jasne, żyjemy w trudnym świecie, świecie który nie stawia na jednostkę, nie wynosi nas na piedestał, nie dba o nas. Dlatego jeśli świat o nas nie dba, to my musimy wreszcie zacząć.




Przesiąkasz teatrem 13 Rzędów.
A ja sobie jestem dziewczyną z brudnego miasta.
["Dziewczyno! Połóż się!"] xD
Na dobranoc:
Jah jest prezydentem, Jah jest kierownikiem, Jah Jah jest trenerem ja jestem jego zawodnikiem!
xDDD
:*