
“szuflady z bioder trawa spod pachy
sflaczały zegar suszy się na oknie
jajko smażone zwisa nad pustynią
pianino cieknie podłoga moknie
już miałem wstać bo trudno to wytrzymać
gdy nagle widzę sześć główek Lenina
głowy Lenina znad pianina”
Elektryczne Gitary “Głowy Lenina”
Z artystą jest tak, że do twórczego popędu, do (jakie to śliczne słowo) weny, potrafi go doprowadzić byle co, rzecz, postać, czy wydarzenie, które zwykły, normalny człowiek albo ominie szerokim łukiem, albo nie zwróci na nie ani trochę swej cennej uwagi. Wszak artysa nie jest normalnym człowiekiem. Inaczej nie byłby artystą.
Błędne jest myślenie, że bycie artystą (nie wiem czemu, ale denerwuje mnie to słowo jest czymś niezwykłym, czymś zarezerwowanym dla jakoś szczególnie uzdolnionych ludzi. Wszak, jak pisał Sted, “wszystko jest poezją, każdy jest poetą”, można być artystą bez dzieła. Bo tu chodzi o specyficzną umiejętność postrzegania świata, jako czegoś więcej, o to, że umiemy przystanąć, rozejrzeć się i pomyśleć. Przy czymś takim artyzm murowany. Nawet w łysym czerepie ojca komunizmu odnajdziemy coś artystycznego.
Problem w tym, że ludzie zabijają w sobie artystyczną duszę, często z własnej, nieprzymuszonej woli. Zamykają sobie oczy na świat wokół nas, oślepiają się takimi afrodyzjakami jak sława, pieniądze, czy władza, gnają przez życie nie zwracając na nie żadnej uwagi. Katują się głupotą, co samo w sobie nie jest czymś złym (mówię to jako człowiek, którego bawi Szymon Majewski), ale tak jak nie powinno się jeść tylko słodyczy (bo wiadomo czym to grozi), tak nie powinno się oglądać jedynie filmów durnych, czytać kiepskich książek i chodzić na koncerty kiczowatych zespołów. Do niczego dobrego to nie prowadzi.
Bądź artystą, czytelniku, w końcu wszystko zależy od ciebie. I nie pozwól by ktokolwiek cię tego przywileju pozbawił.




“Można być artystą bez dzieła.” A niedawno sąsiedzie niewierzyłeś.
.
A te słodycze to ja wiem, że to taki przytyk. Bo wiesz, że ja je rzucam. O.
Wena, piękne słowo. o 23:10 przyszła wena na ten komentarz
Sąsiadko, życzę, żebyś miała wenę jak najdłużej
I w ogóle to wspieram cię rzucaj tymi słodyczami, byle nie za mocno, żeby się nie połamały, to sobie pozbieram i zjem
no i jestem.
bez chwalenia to widać, ahh tak.
No, no! Wreszcie co jest nowego! Gót, gót!
weny, weny
) każdemu jej czasami braknie
–
http://ktowchodzina.gazeta.pl/
Wprawdzie nie czytałem notki, bo mi się nie chciało, ale masz u mnie plusa za obraz Dalego.
Łał, dzięki
obraz mi się nie podoba ale tekst wporzo, a z weną to różnie bywa, czasem miesiąc jej nie ma a czasem jest jej tyle, że w jeden dzień powstaje kilka tekstów, ja ostatnio mam nadmiar weny
Wprawdzie nie czytałem Dalego, bo mi się nie chciało i nie widziałem jego żadnego filmu, ale przeczytałem notkę, bo była krótsza od tych jego pseudo-filmów dokumentalnych i reportaży. A może to Kapuściński pisał reportaże i to dobre? Cholera ich wie.
Czytelniku – bądź czytelnikiem.
Robert, z niecierpliwością czeka się na nowe wpisy!
Pozdrawiam serdecznie.
Jak się zrośnie to może i napisze…
Dali! Salvadore!
Co prawda obraz nie należy do ulubionych, ale autor to jest Ktoś.
A notka fajna, taka prawdziwa. Irytuje mnie to postrzeganie artystów i poetów jako ludzi ponad. Każdy może, tylko mu się po prostu nie chce.