
“Nie szukaj drogi znajdziesz ją w sercu
smutna jest knajpa byłych morderców
niech cię nie strwożą gdy do niej wkroczysz
płonące w mroku morderców oczy”
Staszek Staszewski “Knajpa morderców”
Siedzę właśnie przy biurku (ile wpisów zaczynam od tego głupiego zwrotu) i słucham piosenek jednego z prawdziwych geniuszy, Syda Barretta. Aktualnie mam na dysku jedynie trzy jego piosenki, ale mi to specjalnie nie przeszkadza. Odtwarzam je raz po raz i chłonę ich magie i wspaniałość. Nie są specjalnie skomplikowane, mają momentami wręcz półamatorską jakość, ale mimo to są fantastyczne. Trzeba je tylko poczuć. To są piosenki zawierające w sobie dusze, nie jakieś puste wydmuszki, które w większości serwują nam stacje radiowe i telewizyjne. One nie puściłyby Barretta, po co puszczać mało rozrywkowe piosenki jakiegoś starego ćpuna. Niech spierdala.
Ludzie ostatnimi czasy zatracili umiejętność rozmawiania ze sobą. Owszem, umieją przemawiać, prowadzić zawiłe monologi, ale możliwość dialogu jest daleko poza ich możliwościami. Powoli przestajemy siebie wzajem słuchać, ustawiamy własne ja w centrum świata i zamykamy się na innych. Czujemy się tacy wyjątkowi, tacy lepsi, tacy w każdym calu zajebiści, chuj wie jak złożeni i ciekawi, a innych ludzi (często nawet przyjaciół) potrafimy bez problemów określić kilkoma słowami. To już nawet nie jest egocentryzm do potęgi, to coś znacznie większego. I bardziej przerażającego.
Ostatnio wkurwia mnie hipokryzja. Wkurwia mnie to, że ktoś na ciebie krzywo patrz, jak przeklinasz. Przecież wszyscy przeklinamy, to naturalne, zdrowe i przyjemne wyładowanie emocji. Ta mocna, drgająca głoska “r” w słowie “kurrrRRRrrrwa” działa lepiej niż rozwalenie kilku botów w Quake’u. Dlaczego więc mamy się tego pozbawiać? Bo tak wypada? Bo to nie uchodzi w dobrym towarzystwie? Słowo daje, czasami chciałbym być bezczelnym skurwysynem, który za nic ma wszystko i wszystkich. Takim hedonistą do potęgi, który ma centralnie wszystko w dupie, robi to co mu się podoba i nie myśli co będzie potem. Swoją drogą wiem, że nigdy kimś takim nie będę, jestem zbyt kurewsko odpowiedzialny i dobrze wychowany. Ale chcice czasem mieć można.
Kiedy tak pisze tę notkę i pisze to coraz bardziej odczuwam, że jest jakaś nie moja, że nie pasuje do mojego wrodzonego optymizmu, radości, różowego spojrzenia na świat itp. To tylko udowadnia jak bardzo człowiek jest złożony, jak głupie jest szufladkowanie ludzi. Bo to co tutaj przedstawiam to nie jest jakaś durnowata poza, moje uczucia są jak najbardziej prawdziwe. A, że jutro mogę tryskać radością, myśleć zupełnie inaczej itp. to już inna sprawa.
Ecce homo.




Mieć wszystko w dupie… – znane uczucie. To, że raz masz taki nastrój, a raz inny to nic dziwnego
Każdy tak ma. A to, o czym piszesz, to powstrzymywanie się od “kurwowania” gdyż “nie wypada” to rzecz zaiste wkurwiająca. Typowy przykład obłudy ludzkiej. Wszyscy chcą się pokazywać w jak najlepszym świetle, choć w rzeczywistości tacy nie są.
Genialne podsumowanie. Choć to z przerobione z gadu lepiej by pasowało:P
Solar, gdzie Twój optymizm?
A ludzi, których opisałeś w drugim akapicie olewam. Bo gówna się nie rusza.
popieram przeklinanie ;x. oto człowiek , który pokazał pazur, to lubię ^^ .
[quote="Solar"]Ta mocna, drgająca głoska “r” w słowie “kurrrRRRrrrwa” działa lepiej niż rozwalenie kilku botów w Quake’u.[/quote]
A jak ktoś ma wadę wymowy?
Kurrrrrrrrwa!!!!!!!
I mam na to wyjebane
Ostrzegałem. Oni wszyscy działają destruktywnie
. Z brzydkimi słówkami towarzyszącymi w codziennym życiu jest tak, jak z tryskającą krwią w literaturze- jedynie wtedy, gdy są używane nadzwyczaj rzadko, możemy osiągnąć mocny efekt. Jednak z powodzeniem można się bez nich obejść. Post mnie rozśmieszył, ale tak troszeczkę dajesz tyłu :>
Przeklinanie to pasja. Szewska pasja.
Chillout brzmi lepiej niż straganowa i sprzedająca się każdym ustom kurwa. Bo słowa lekkich obyczajów mają to do siebie, ze każdy je zna, każdy z nich korzysta, ale tylko ktoś wprawny w sztuce manipulowania językiem i ustami może doprowadzić do tego, że pospolita, szara i niewyróżniająca się z tłumu kurwa staje się czymś lepszym, wspanialszym i orzeźwiającym, miast być tylko ochłapem mięsa. Dlatego czasem należy pamiętać, by opamiętać się w rzucaniu błotem i poćwiczyć trochę bardziej wyrafinowane formy wyrzucania z siebie żółci.
Wtedy życie staje się przyjemniejsze, lżejsze i normalniejsze. A nie totalnie, żeby tak pozostać w klimacie, pokurwione…
Wrodzony optymizm? Wmówiłeś go sobie;p
E tam
A ty wmówiłeś sobie pesymizm ;P
poprawkę też sobie wmówiłem?;p
Nie wiem, ty mi powiedz ;P