
“a ja mówię
daj mi spokój
ja nie mam ochoty
ja to pierdolę
dziś jestem w nastroju
nieprzysiadalnym
pomiędzy kłótnią z jedną kobietą,
a rozmową z drugą, która być może także się przerodzi w kłótnię
ja nie mam ochoty
ja to pierdolę
dziś jestem w nastroju
nieprzysiadalnym”
Marcin Świetlicki “Nieprzysiadalność”
W życiu każdego człowieka, nawet takiego jak ja, który dosłownie garnie do ludzi, zdarzają się chwilę, kiedy zachodzi ochota pobyć w zupełnej, nie zmąconej niczym samotności. Nastrój nieprzysiadalny zdarza się każdemu z nas, jesteśmy wtedy wypełnieni dziwną goryczą i smutkiem, czujemy niesamowitą chujnie i mamy ochotę w niej trwać i nie chcemy by ktokolwiek nam przeszkadzał.
W takich chwilach człowiek jest znacznie bardziej wrażliwy, znacznie łatwiej mu wybuchnąć, czy obrazić się na kogoś. W takich chwilach człowiek powinien zostać sam, bo taki nastrój wymaga jak najmniej hałasu i jak najwięcej myśli. Jesteśmy tak zbudowani, że czasem musimy przetrawić coś nieprzyjemnego, przemyśleć to i strawić w umyśle, żeby potem móc dalej żyć normalnie.
Dobrym przyjacielem nieprzysiadalności jest kawa. Kawa jest czarna i mocna, kawa orzeźwia i zdrapuje starość i odrętwienie od wewnątrz. Z nią można przy takim nastroju porozmawiać, napić się, pofrustrować a ona wszystko ładnie zrozumie, wysłucha i jeszcze wesprze. Filiżanka kawy jest jak kochanka, która co jakiś czas sprawi ci przyjemność, akurat wtedy, kiedy jest ci to potrzebne.
Kiedy tak sobie nierozmawiamy i myślimy, to możemy usłyszeć głosy, których zwykle nie słyszymy, bo sami je zagłuszamy swoim kretyńskim hałasem. Usłyszymy Opowieści żyjące w murach, kroki skradające się po podłodze i demony tańczące na dachach budynków. Będziemy między nimi krążyć myślami, upijemy się tym i będziemy trwać.
Nigdy nie żałuje, kiedy nieprzysiadalność ode mnie odchodzi, bo jestem pewien, że i tak kiedyś wróci. Ona jest jak wierna suka, choćby zerwała się ze smyczy i nie wracała miesiące, to jednak w końcu pojawi się pod drzwiami, jakby nic się nie stało. Kocham to uczucie, a jednocześnie go nie cierpię. Kocham, bo pozwala odczuć rozkosz smutku i przemyśleć sporo spraw. Nienawidzę, bo często w nim bredzę, zagubiam się i nie wiem co zrobić. Mimo to nie martwi mnie ono, jest częścią mojej natury.
“Ale co zrobić, jak chce się człowiek pozbyć tego uczucia?” prawdopodobnie spytacie. Tego to ja nie wiem, o to pytajcie Sąsiadki




Bo Sąsiadki mają już to do siebie.
Rrrr.
Ale chujni przecież nie ma! Ona nie istnieje, tak długo jak ja jestem, jak Ty jesteś, jak słońce, co jak mokra pszczoła – jest. : )))))))))))))
No, fakt, jak ty i ja się na słońcu (a nawet i w ciemności) zbierzemy to nie ma mowy o chujni
)))))))))))))))) Dobrze, że jesteś Mag
I wzajem! :*
Sąsiadka powiadasz? Hmm, koło mnie jacyś studenci mieszkają…
ps. Ostatnio piję coraz mniej kawy.
Znowu wrzuciłeś zdjęcie jakiegoś brzydala- to jak zbieranie pokemonów (czuć Odciski w twoim wpisie) ;P
Brzydala! Ja Ci dam! ;P