
“Olewam rząd mandaty drogowe
Dilerów maklerów warty honorowe
I jeszcze wąsacza olewam a zdrowie
Prymasa w lampasach komuchy nie lubię”
T.love “I love you”
Nienawidzę kaptura. Poważnie, jest to jeden z tych elementów mojego ubrania, których nie jestem w stanie zaakceptować. Kaptur mnie dusi, obmacuje, ogłusza i krępuje, jest jak jakiś upierdliwy demonik, który chce mnie skrępować i maksymalnie utrudnić życie. I to pod głupim hasłem “ochrony przed deszczem”. Patrzcie państwo! A od kiedy deszcz jest czymś złym? Ja kocham deszcz, kocham kiedy kroplę pokrywają moją twarz, wnikają w ubranie, osadzają się na butach i stają się częścią mnie. I wara wszystkie kaptury, folie, daszki i parasole ode mnie! Spadajcie!
W niedziele byłem na Powązkach, na grobie Jacka Kaczmarskiego. Po raz pierwszy tam byłem i nie przypuszczałem, że to aż tak mnie poruszy. Stanie na nad grobem człowieka, którego się uwielbia i w jakiś podziwia jest trudne. Zdajesz sobie sprawę jak ten człowiek jest blisko, a jednocześnie jak daleko. Patrzyłem na białą tablicę grobu i było mi dziwnie, było mi smutno. Pod nazwiskiem poety wykuto:
” Po sztormach, burzach, nawałnicach, szkwałach
Na dwóch bliźniaczych zamieszkałem skałach.
Jedna dla drugiej lustrem i wyrzutem,
A przecież z jednej energii wyklute.
Łączy je w głębiach niewidoczny korzeń
Którym na trwałe w sedno bytu wbite;
Tam, gdzie rozsądek – rozpaczą i grozą
Nadzieja – szaleństwem, szaleństwo – zachwytem.”*
Tuż pod tym postawiłem mały czerwony znicz. Shine on!
I znowu zszedłem na temat śmierci. Wiecie co byłoby fantastyczne? Umrzeć w tańcu. Obejmować swoją piękną partnerkę, słyszeć szybką, mocną muzykę, stukotać z całych sił lakierkami po parkiecie, czuć seksowną mieszankę potu i perfum, myśleć jak zwierze i być naprawdę szczęśliwym. Nigdy nie będzie takiego umierania…
Ale najważniejsze nie jest myślenie o umieraniu, tylko o życiu! Bo nie wiadomo czy jest życie po śmierci, ale wiadomo na pewno, że jest życie przed śmiercią i to ono teraz jest najważniejsze. A życie piękne jest. Po prostu, nawet jeżeli nie zawsze wszystko układa się idealnie, to życie ma swój mocny smak, który mi pasuje. Smakuje mi to jak żyje i co robię, smakują mi ludzie i słowa i smakuje mi moje miasto. Taki ze mnie wampir.
Jestem uzależniony od życia. Chłonę je, sycę się nim i jestem szczęśliwy. Chce tańczyć w deszczu, płakać nad grobami, umierać trzy razy dziennie (może być po każdym posiłku) i karmić gołębie w brukowanych ulicach starego miasta. Pełnia życia, pełnia człowieczeństwa! I niczego więcej nie trzeba
*Jacek Kaczmarski “Dwie skały”




a ja chętnie życie prześpię , będąc tymczasowo w przestrzeni shoegazu..
Trzeba żyć.
Bo życie jest piękne do obłędu.
jakiś ostatnio napalony jesteś ^^’
umrzeć w tańcu jest bardzo trudno. w sumie udaje się to tylko podstarzałym zawałowcom. chyba nie chciałabym tak umierać.
nie mogłabym umierać po każdym posiłku. nie nadążałabym ze zmartwychwstawaniem ^^”
Zastanawiałeś się nad tym, żeby zapisać się na jakiś kurs tańca
Widzę, że tylko tego jeszcze potrzebujesz.