
“Co to ma być za malarstwo?
Stylistycznej jaźni brak!
Literackość! Efekciarstwo!
Chorej wyobraźni smak!”
Jacek Kaczmarski- “Sąd nad Goyą”
Tak się przyjemnie złożyło, że byłem w Muzeum Narodowym. Miałem okazje pozwiedzać, popatrzyć na sztukę starożytną, średniowieczną itp. Jako, że obrazy, jako takie, lubię oglądać, toteż było bardzo przyjemnie. Zwłaszcza, że byłem z fantastycznymi ludźmi
Chodząc po muzeum utwierdziłem się w przekonaniu, że nigdy nie poczuje i nie polubię obrazów, które składają się z np. kilku kresek, paru kropek, układających się w coś, co narysowałby każdy średnio zdolny gimnazjalista (weźmy za przykład chociażby “Dom Gołębi” Nowosielskiego). Ja czegoś takiego po prostu nie czuje, nie widzę w tym geniuszu, czegoś co mnie chwyci za serce i nie puści. Mogę zrozumieć, że malarz chciał przez to coś przekazać, ale sposób w jaki to zrobił jest dla mnie nieprzyswajalny. Dla mnie w czymś takim nie ma naprawdę nic artystycznego. Albo może ja tego po prostu nie widzę.
Sztuki średniowiecza też nie lubię. Tak osobiście drażni mnie oglądanie kolejnych obrazów z krzyżowaniem Chrystusa, który jest w coraz to bardziej wygięty, bądź zakrwawiony, albo oglądać kolejne dziwaczne i straszne przedstawienia cierpiących męczenników. Nie ujmuje tej sztuce artyzmu itp. ale totalnie prywatnie jej nie lubię i mnie od siebie odrzuca. Mam prawo.
Więc jakie ja obrazy lubię, spytacie? Ja lubię malarstwo drapieżne, pełne pasji, często również pełne szaleństwa. Uwielbiam, kiedy obraz ma swój osobny klimat, kiedy jest osobnym światem, wręcz żywym, na swój sposób. A kiedy jeszcze taki obraz nastraja do jakiś przemyśleń, filozoficznych myśli itp. to jest dopiero pełnia szczęścia. Kocham “Czerwony Autobus” Bronisława Linkego i jego “Kanapkę z człowiekiem”. Ubóstwiam van Gogha (ot, chociażby “Kawiarnie w nocy”) i powyższy “Ecce Homo” Weissa (który poznałem właśnie podczas pobytu w Muzeum) również bardzo przypadł mi do gustu. Ja w tych obrazach odnajduje również cząstkę siebie. Może i dla niektórych z was te obrazy wydadzą się chore i wymyślone przez wariatów, ale cóż. Ja to zwyczajnie lubię
Pogrążenie się w widoku obrazów, zanurkowanie w ich odmęty i stanie się ich częścią, to w jest wspaniałe uczucie. Na tym polega prawdziwy artyzm, a nie stawianiu kresek i plam. Moim zdaniem, oczywiście.
Z pozdrowieniami dla Julki i Sławka.




ah.nie chce mi się tu teraz wymieniać całej listy malarzy,których to cenię.dla mnie te’ kreski i kółka’ zazwyczaj bywają artystyczne, pozostawiają mi wodze wyobraźni….
Obrazy Van Gogha są zajebiste. Uwielbiam takie abstrakcyjne klimaty
.
co do tych kropek i kresek to też ich nie łapie, tak samo jak tych co to biorą farbe, rzucają nią w płutno i nazywają to sztuką, dla mnie to zwykła głupota a nie sztuka
za to bardzo lubie takie obrazy z romantyzmu, przedstawiające siłę natury lub walke/wojne, w to mi graj!
w płutno to chyba nie, ale w płótno to jak najbardziej
.
A ja się wyłamię spośród osób komentujących wpis i przyznam, że w ogóle nie lubię malarstwa. Chyba jestem zbyt prostym człowiekiem i zbyt wiele pracy wymagałoby ode mnie domyślenie się, o co artyście mogło chodzić, bym miał sobie zawracać głowę obrazami. Dlatego i kropki z kreskami, i van Gogh nigdy do mnie nie trafią
No, chyba że jakiś fajny akcik ktoś namalował, to chętnie popatrzę ;P
Piotrek, ja mam podobnie jak Ty:). Ale na obrazy Holendra uwielbiam patrzeć, taka psychodela, coś cudownego. Wytapetowałbym sobie jego pracami pokój
.
Na malarstwie znam się tyle, ile na balecie – słyszałem, że coś takiego istnieje.
No dobra, może trochę przesadziłem.
Wizyta w MN uzmysłowiła mi jak wielkie braki mam w kwestii sztuki, jak ubogim jestem pod tym względem człowiekiem, jak niewiele o tym wszystkim wiem. No ale też nic nie poradzę na to, że trafia do mnie bardzo niewiele obrazów i bardziej cenię sobie zwykłe portrety lub pejzaże malowane przez “amatorów”, którzy sprzedają swoje prace na ulicy, od “prawdziwych dzieł sztuki” vide “Dom Gołębi”.
Nie jestem znawcą, ale wiem co lubię. Lubię wierne oddanie rzeczywistości. Lubię też lekkie jej zakrzywienie. Lubię obrazy mistyczne, pełne fantazji, mroku, tajemniczości. “Czerwony autobus” dla przykładu, jest w dechę.
Ja kocham surrealizm i realizm magiczny.
Do tego symbolizm. Miau.