
“- Nie czas na tańce, kiedy ziemia ma się lada chwila rozlecieć.
-Ale jeżeli w ogóle chcemy jeszcze potańczyć, to trzeba to zrobić zaraz. Kochany! Ona się przecież rozleci dopiero za dwa dni!”
***
Szłam powoli w jego stronę, stawiając kolejne kroki jeden za drugim, jak modelka, która chce wyglądać na wybiegu jak najseksowniej. Delikatnie obciągnęłam czarną sukienkę, żeby lepiej przylegała do gorącego ciała i pogładziłam krwistoczerwoną szminką usta. Nie zauważył mnie z początku, stał w świetle księżyca i patrzył na groby. Znicze oświetlały drogę między nagrobkami niczym reflektory, czułam się jak na czerwonym dywanie idąc tak między zmarłymi. Byłam podniecona, moje ciało całe drżało i nie byłam w stanie tego opanować. Podeszłam do niego powoli i pogładziłam jego ramie. Spojrzenia jakim mnie wtedy obdarzył nie zapomnę już nigdy. Jego twarz wyrażała tak rozmaite emocje, od ogromnego smutku siedzącego w jego oczach, po lekkie znudzenie krążące po niedogolonych polikach, aż po jakąś dziwną radość leżącą na kącikach ust i pieprzącą się ze wstydem. Wstydem, że w takim momencie patrzy mi w dekolt i myśli o czymś zupełnie przeciwnym do żałoby. Ucałowałam go w usta, czując smak krwi, którą miał je wypełnione, mówił o niej, myślał o niej, gorąca krew wprost przelewała się z jego języka na mój. Był w tej myśli jakiś perwersyjny erotyzm, właściwie to w tym jednym pocałunku zdążyliśmy wejść w siebie bardziej niż przy stosunku.
Kiedy oderwałam się w końcu od niego, zwróciłam uwagę na to, co się dzieje wokół nas. Cmentarz wieczorem nie był wcale straszny, przynajmniej dla mnie, za to był potwornie wręcz nudny. Tu się naprawdę nic nie działo, znicze płonęły, lecz nie było czego oświetlać, wiatr grał tango, ale nie było komu go słuchać. To była jedna wielka pustka.
Odwróciłam się do niego i powiedziałam Zatańczmy, mój piękny. Zatańczmy tutaj, między grobami, wśród świateł zniczy, blasku nagrobków i cieniu cmentarnych drzew. Stańmy się jednością i krążmy pomiędzy krzyżami, całujmy Chrystusa w usta i zapadnijmy się w wieczność do cna!
Jego drugiego spojrzenia również nie zapomnę. Na czoło wylazło mu zdziwienie, we włosy na brwiach wkręciło się zgorszenie, a na język wypłynął niesmak. Nie bluźnijmy, nie depczmy pamięci tych którzy tu leżą. Nie będziemy tutaj tańczyć, najdroższa, to jest cmentarz. Uczcijmy pamięć umarłych.
To zatańczmy dla nich, mój Piękny! Zatańczmy dla tych którzy leżą tutaj i nie mają już okazji żyć i ich jedynym przeznaczeniem jest leżenie tutaj, a jedynym światłem są nagrobne świece. Dajmy im trochę szczęścia, uczcijmy ich pamięć, niech wspomną życie i tańczą z nami. Niech trwa bal!
I zaczęliśmy tańczyć. Z początku powoli, nieśmiale, on trzymał mnie w talii, ja położyłam mu ręce na ramionach, z czasem jednak nasz taniec stawał się coraz szybszy, coraz dzikszy, coraz bardziej namiętny. Stuk naszych butów odstraszał ptaki z drzew, krążyliśmy zespoleni razem między grobami, nasze ciała pracowały szybko, mocno i nieprzerwanie, wiatr dął nam swoje tango, drzewa szumiały do rytmu, nawet wosk ze świec wydawał się przepełniony melodią. On miotał się we mnie, ja miotałam się w nim, czułam pełnie życia, pełnie człowieczeństwa i pragnęłam, och, jak pragnęłam żeby ten dziki, wręcz zwierzęcy taniec, trwał cały czas, żebym postradała w nim zmysły, upiła się nim i w końcu utonęła. Utopiła się w tej gorącej, gorzkiej krwi która płynęła teraz strumieniami przez moje ciało. Krew o smaku wiśni.

To był najpiękniejszy bal na jakim byłam w życiu.




Pełnia życia, pełnia człowieczeństwa. Trochę strasznie. :]
No o takich tekstach się nie dyskutuje!
Miło się czytało, dobry tekst- tyle.
łuhuhu, troszkę tandety, troszkę harlekina, troszkę obleśnie spoconych pleców, troszkę mroku w stylu MROCK SATHAN GHOTIC!!!, troszkę schizów… dziwne ^^
trochę kiczowate.
To troszkę kiczowate miało być z samego założenia
Nawet jeśli miało być to trochę… przesadziłeś? Ta fotka z grobami w połączeniu z tym tekstem… jakoś to wszystko nie pasuje i jest niesmaczne. Jak dla mnie. Joł.
Fotka z grobami jest dlatego, że to się dzieje wszystko pośród grobów
Na początku wyobraziłem sobie autora w sukience
Groteskę czuć w wiśniowej narracji, w ciemności i w mężczyźnie, który jest gdzieś poza przestrzenią tekstu. Brakuje tylko kilku zombie, wybuchów, wina i karabinowych łusek.
No cóż, niezłe…
Hm, ciekawa koncepcja. Z reguły nie przepadam za opisami rodem z romansów, jednakże w tym opowiadaniu wygląda to zupełnie inaczej. Przedstawione sceny są trochę… dziwne. Osobiście nie podoba mi się pomysł tańczenia na cmentarzu, jednak to, w jaki sposób to przedstawiłeś jest intrygujący i, co dziwniejsze, pasuje mi do tego miejsca. Jestem zwolennikiem stosowania kontrastów, groteski i ironii losu w opowiadaniach, więc, pomimo, że niektórym się to nie podoba, ja doceniam kontrast cmentarnej czerni i czerwieni jej ust. Na początku pomyślałem, że będzie jakaś tandeta, ale jak zacząłem sobie wyobrażać tę scenę, to mojej głowie, wbrew wszelkim przewidywaniom postał lekko poschizowany obraz, który w swej “inności” jest ciekawy zarazem dziwny. Jak zauważyłem, ktoś napisał o spoconych ciałach – to kwestia podejścia. Cielesne, bądź też emocjonalne. Ja wybieram to drugie. Podobają mi się sposób porównywania, choć jest on zbytnio przepełniony namiętnością, to jednak “tchnął” on wiele życia w ten cmentarz. Na uznanie zasługuje również techniczna strona opisu – nie ma w niej “wymuszonych” opisów, przechodzą jeden w drugi w miarę gładko
Podsumowując, dziwne, poschizowane, lecz zarazem ciekawe i działające na wyobraźnię. Będzie ciąg dalszy?
Dzięki za ocenę
Co do ciągu dalszego to nie planuje, to miniopowiadanie to taka impresja mająca przedstawić jedną, konkretną scenę. Pewnie wrócę kiedyś do bohaterki tego tekstu (która mi się, szczerze mówiąc, podoba
), ale na pewno nie na zasadzie dalszego ciągu tego. “Znicze” to rozdział zamknięty
Mógł być seks na jakimś grobie
.
całe szczęście,że rozdział zamknięty. xd już lepiej pisz o Bieszczadach xd.
“która mi się, szczerze mówiąc, podoba” to twoje żeńskie alter ego
mnie się taka narracja raczej nie podoba