Wtańcowstąpienie
styczeń 20, 2008 autor Robert Szymczak

“The flowers by your bed are wilting.
The sun is setting in the west.
A fog is covering your eyes,
Your stockings are attracting flies,
Decay is nibbling at the boards on which you rest.”
Jason Webley “Dance While the Sky Crashes Down“
Siedzę spokojnie przy biurku i mieszam świeżo zrobioną herbatę. Wrzątek powoli przenika torebkę i zmienia swój kolor na coraz ciemniejszy. Dociskam torebkę do ścianki naczynia i podduszam ją na koniec. Robię tak odkąd pamiętam, to zakończenie przygotowywania herbaty, coś jak ostatni skok Frances w “Dirty Dancing”. Chwytam kubek tak żeby nie poparzyć rąk, podnoszę go do ust i pije. Słodki, mocny napój wypełnia mi gardło, zaczyna płynąć przez żyły, przenika skórę i sprawia, że czuje się coraz lepiej.
Kiedy stoję na przystanku i widzę tłum wychodzący z autobusu i idący wprost na mnie lubię się nie ruszać i patrzeć jak ludzie tańczą wokół mnie, mijają mnie, zamykają mnie w kręgu i falą idą dalej. Z rzadka ktoś mnie szturchnie ramieniem, zwykle jednak nikt mnie nie dotyka. Czuje się jak wystająca z wody skała którą oplata zewsząd woda. Czasami jednak muszę dać się porwać fali i pójść między ludzi w tego ulicznego poloneza.
Wiecie, ja generalnie kocham ludzi, ale lubię czasem pobyć w samotności. Takiej zupełnej, totalnej, kompletnej samotności w której nie ma żadnych dźwięków, żadnego światła, żadnych oddechów, tylko ja. W takich chwilach człowiek może tańczyć, tańczyć i być prawdziwie wolnym, wyzwolić ducha i ciało, i istnieć tylko po to, żeby istnieć. W takich momentach całe życie, całe istnienie całego świata odchodzi i wydaje się śmiesznie nieprawdziwe, pozostaje tylko taniec, taniec z ciemnością i w ciemności. Nie ma nic innego.
Kiedy słyszymy muzykę, nawet jeżeli żaden instrument nie gra, wtedy nie jesteśmy w stanie się powstrzymać. Kiedy wywołany przez nas demon chwyta nasze ręce i obraca nami, nie jesteśmy w stanie się wyrwać. Tańczymy, choćbyśmy marnie udawali, że tego nie robimy, tańczymy dziko i namiętnie, chłoniemy życie. I będziemy tak tańczyć aż do końca świata.




W kosmosie to samotność jest- w tańcu jest jej o wiele mniej
W końcu naprawdę fajna notka.
“tańczyć, tańczyć i być prawdziwie wolnym…”
Nie mogłam się powstrzymać i czytając, podśpiewałam ten fragment do parabol
Zatańczysz ze mną jeszcze raz, ostatni raz…
Jasne Mag, może na przystanku tramwajowym, albo obok pomnika?
Koło pomnika jak najbardziej, tylko żeby przypadkiem żadne gruzy śniegu na niego nie leciały.
Nie będą
po raz kolejny opis picia herbaty. wrażenie.