
“Remember when you were young, you shone like the sun.
Shine on you crazy diamond.
Now there’s a look in your eyes, like black holes in the sky.
Shine on you crazy diamond.
You were caught on the crossfire of childhood and stardom,
blown on the steel breeze.
Come on you target for faraway laughter,
come on you stranger, you legend, you martyr, and shine!”
Pink Floyd “Shine on you crazy diamond!”
Dzisiaj mam idealne zakończenie idealnie leniwego weekendu. Siedzę wygodnie w fotelu przed komputerem, pije mocną herbatę i słucham Boba Marleya. Marley jest jednym z tych artystów, którego muzyka bardzo do mnie trafia, dociera prosto do duszy i wypełnia całe ciało. Takim “Jammin’” można się dosłownie upić do nieprzytomności. Kurde, Bob to był naprawdę świetny muzyk, jak Hendrix, czy Kaczmar. Tego drugiego wykończyły narkotyki, z resztą Bobowi pewnie też pomogły zejść. Mary Jane to jednak straszne gówno. Jeżeli komuś wydaje się to fajne, szpanerskie i w ogóle zajebiste to trza mieć nadzieje, że to mu przejdzie. Bo Maryśka w końcu wykończy, albo będzie popychać w stronę silniejszych narkotyków, czyli w sumie na jedno wychodzi. Ale kończę już z tym, bo ten wpis nie miał być o środkach odurzających, bo ani ze mnie znawca, ani nigdy od takowych środków uzależniony nie byłem, co mnie bardzo cieszy.
Wiem, że jest wielu muzyków, artystów których mi będzie brakować na tym świecie, których z chęcią widziałbym tworzących nowe płyty, kolejne kultowe przeboje itp. Taki Syd Barrett (nomen, omen jego też narkotyki zapędziły do grobu). Wspaniały muzyk, jego muzyka jest jednocześnie piękna, smutna i wręcz fantasmagoryczna. Swoją drogą to Sydowi poświęcona jest moja ulubiona piosenka (i również cały album pod tym samym tytułem) Pink Floydów “Wish you were here”. Ta piosenka to cud muzyczny po prostu, istna bomba emocjonalna. Shine on, Syd.
Takich artystów mógłbym wymieniać bez końca. Marley, Kaczmarski, Wysocki, Riedel, Grechuta, Hendrix, Charles, Sinatra, Harrison etc. żaden z nich już nic nie nagra. Szkoda po prostu. Każdy z tych artystów jest dla mnie w jakiś sposób niezrównany i ich twórczość to coś co jest mi bardzo potrzebne do życia. I jestem wniebowzięty, że mogę z nią obcować.
Swoją drogą muszę się w końcu wybrać na grób Jacka Kaczmarskiego. Mieszkam tyle lat w stolicy a jeszcze ani razu nie byłem przy jego grobie. Wstyd, można powiedzieć. Pójdę tam żeby zapalić znicz, pomodlić się i zanucić “Epitafium dla Wysockiego” (które paradoksalnie świetnie do życia Kaczmara pasuje). Czuje, że po prostu muszę tą zrobić, że bez tego uczynku będę jakiś pusty, jakbym zaniedbał coś ważnego. Ale wiem jedno, na pewno nie pójdę tam ot dla szpanu, albo żeby zrobić zdjęcie grobu. Jedną z najbardziej znienawidzonych dla mnie rzeczy jest robienie zdjęć grobom, a potem wkładanie ich do albumu rodzinnego. Jest to dla mnie jakieś takie wręcz odrażające, nie potrafię tego co prawda racjonalnie wytłumaczyć, ale odpycha mnie to strasznie. Żadnych aparatów, żadnych zdjęć!
Takie klimaty zwykle mi się udzielają podczas takich egzystencjalnych posiadówek z herbatą i ulubioną muzyką. Swoją drogą w dzisiejszych czasach nie ma nic niezwykłego w tym, że siedzę i słucham jak martwy od wielu lat Bob śpiewa “Touch me”. I śpiewa tak, że chwyta mnie to za serce. Byłeś świetny, shine on Bob!
Chciałbym jeszcze w tym miejscu serdecznie podziękować Klochowi za zapoznanie mnie z twórczością Harrisona. Wielkie dzięki stary, nie zapomnę ci tego.




Nie ma za co. Harrison był świetny, miał swój styl grania, śpiewania i pisania. Nie był tak znakomitym gitarzystą jak Hendrix, ale grał wspaniałe, melodyjne solówki. Jego gitara potrafiła płakac, jak na “While My Guitar Gently Weeps”. Szkoda, że go nie ma…
” Pójdę tam żeby zapalić grób ” ?? O rany, nie rób tego!! xP
Wracając do twej notki, mnie Oni, wykonawcy Ci których podałeś… nie ruszają… przepraszam. ^^’ Lubie Bob-a ale by tak go słuchać 24/7, ja przestaje po 15min…!!
Fajnie przynajmniej, ze wiesz co lubisz! To twoja rzeczywistość, bracie!
Yo!
“” Pójdę tam żeby zapalić grób ” ?? O rany, nie rób tego!! xP”
Jaki lol mi wyszedł xD Poprawione
Dzięki za komentarz ;] Yo!
I nie przepraszaj za to kim jesteś
Wielcy ludzie, w tym przypadku muzycy, odchodzą zbyt wcześnie… Pomysł z zapaleniem świecy na grobie Kaczmarskiego wydaje mi się bardzo trafiony, też chyba się wybiorę! Co do Boba, to jest on już klasą sam dla siebie. jednym może się podobać, innym nie – i o to chodzi!
Rzadko komentuje, więc możesz czuć się wyróżniony
Fakt, Bob był wielki. Jego teksty przepełnione są optymizmem i w ogóle. A czy wiesz że prawie każdą piosenkę napisał na haju?
polecam ci lekturę tych dwóch artykułów, gdyż widzę że nie jesteś doinformowany
https://hyperreal.info/node/1664 /swoją drogą, ciekawy artykuł
http://pl.wikipedia.org/wiki/Marihuana
Peace and Stir it up!
Wikipedia to dla mnie żadne specjalnie wiarygodne źródło informacji
A co do Maryśki to mnie nie przekonasz, nie zmienię zdania, że to gówno i prowadzi albo do śmierci albo do uzależnienia od czegoś gorszego. No i wyniszcza organizm.
A, że Bob był wielki to fakt
Peace.
Szkoda tylko, żeś nie wspomniał o Niemenie i Morrisonie, o.
A ja się będę kłócił
I nie o to chodzi że jarałem albo co, tylko że wiem lepiej ;p
Ganja nie prowadzi do śmierci, przez całe tysiąclecia nie odnotowano żadnego przypadku śmiertelnego przedawkowania. Kurde co ja gadam? tego w ogóle nikt nie przedawkował!
Mary uzależnia psychicznie, więc możesz się od niej uzależnić tak samo jak od np. komputera lub herbaty (przeca to tez używka, no nie?
)
A to że jest wstępem do narkotyków ciężkich, to tylko przez głupotę ludzką
nie kwestionując ich umiejętności i talentu: ciekawe, czy bez wspomagania odnieśliby taki sam sukces?
narkotyki zrobiły z artystów niedoszłe bóstwa dla chorych na “intensywne życie”. wolałabym jakby artyści pozostali tylko (aż?) artystami
Z gandzią jest tak, że w pewnym momencie jazda po nim już nie starcza i człowiek szuka czegoś lepszego i dlatego uważam, że Mary Jane to gówno. Tyle.
Tedi: No fakt, przegapiłem
Mmmn: Moim zdaniem ich talent broni się sam
Przynajmniej dla mnie.
działanie dragów jest tak silne, że dociekliwi, ciekawcy, czy poprostu upierdliwi mogliby się doczepić, czyj był to rzeczywiście talent (;
taką mamy przypadłość, że lubimy ‘fajnych’ ludzi po przejściach, którzy coś nam zostawili.
Dla mnie “fajność” Syda, czy Boba nie polega na dragach, sorry gregory
A co do talentu to nie wierzę, żeby narkotyki miały taką “moc”, że pozwalałaby tworzyć tak dobrą muzykę kompletnym beztaleńciom
Maryśka? A alkohol? Ojojoj.
.
Szpanerskie i zajebiste? Hm. No może w jakimś stopniu tak. Ale oprócz lansu mogą dać coś jeszcze.
Syd Barrett miał styczność z halucynogenami, więc to jeszcze inna bajka. Te środki są w stanie rozpieprzyć psychikę w sto ułamków…
“działanie dragów jest tak silne, że dociekliwi, ciekawcy, czy poprostu upierdliwi mogliby się doczepić, czyj był to rzeczywiście talent (;”
Chyba nie. To Ty użyczasz dragom swojej psychiki, to wszystko jest Twoje. Narkotyki mogą stanowić jakiś rodzaj zapalnika. To jest otwierania umysłu szerzej i głębiej.
No i stary, bez takiego gadania, że marihuana albo uzależnia, albo zabija. Proszę
‘dla Ciebie’ nie bądź egoistą, myśl o innych, nawet jeśli są o niebo płytsi (;
To nie tak
“Dla mnie” w sensie “Moim zdaniem” bądź “W mojej skromnej opinii”
cóż, mój poprzedni komentarz był ironiczny;p
powiem szczerze, ze tekst dugi i nie chce mi się czytać. o nie. jednakże zaciekawiło mnie co to jest w tym obrazku na górze za chmurką po prawej, takie s-kształtne…
To jest “podpis” znajomka który mi to logo robił.
każdy ma swoją Mekkę
On chyba bardzo lubi SlipKnoT, ten Twój “znajomek”.
Ja też jestem wielką fanką Boba Marleya.
Dla kogoś kto go nie słucha i dopiro zaczyna polecam płytę “Catch a fire”. Myślę, że zgodzicie się ze mną że Marley to nie tylko muzyk , ale legenda. Ty piszesz że szkoda że nie żyje to prawda ale może dzięki temu zawsze pozostanie legendą i nieśmiertelny. Kiedyś Marley powiedział: “może i gadam głupoty, ale dzięki moim piosenkom będę wieczny”. Zresztą Redemption Song mówi samo za siebie. Posłuchajcie też Adama Ostrowskiego. Polecam to moi dwaj alubieni muzycy. Pzdr