
“…Los żaden nas nie zmoże,
Choć przeszkód pełen wszelkich!
Chwała Ci dobry Boże
Za drogę po muszelki!”
Jacek Kaczmarski “Wakacyjna przypowieść z metafizycznym morałem”
Dobrze jest mieć w życiu jakieś marzenie, jakiś cel, który nam się marzy i śni po nocach, którego tak bardzo pragniemy, że nie możemy spać i myśleć o czymś innym. Takie marzenie dodaje blasku naszemu życiu, może nam dawać radość i sprawiać, by to co robimy było wspanialsze i piękniejsze. Bo wszak nie ma nic lepszego, niż spełnianie swoich marzeń i dawaniu sobie szczęść.
Najgorzej jednak, gdy ktoś chce ten swój cel osiągnąć jak najszybciej, nie licząc się ze wszystkim i dąży do tego biegiem, bez radości a z chorobliwą zawziętością, nie z radosnym pędem we włosach i uśmiechem na ustach, a z pianą na wargach i zaciśniętymi pięściami. Bo wtedy takie marzenie staje się niezdrowe, dodaje nam jedynie wrogości, a nie radości, robimy się dla innych takimi małymi, przykrymi chciwcami, które pragną, pragną i wyłącznie pragną. Dobroci to w tym nie ma za dużo.
Bo w końcu nie jest najważniejszy sam cel, ale także droga która nas do niego prowadzi, droga, która, co prawda, nie zawsze jest dla nas łatwa i przyjemna, niejednokrotnie natrafiamy na rozmaite przeszkody, które nas nieraz dogłębnie ranią, często mówimy o tym, że już nie damy radę, że chcemy rzucić to wszystko w cholerę i zająć się czymś innym. Mimo to dalej kroczymy tą Highway to dreams, bo nasze marzenia nas ciągną z taką mocą, że nie jesteśmy w stanie się im oprzeć.
Z resztą, owa droga, może być dla nas naprawdę wielką radością i czymś wyjątkowo ważnym w życiu, nieraz cenniejszym niż sam cel. Wszystko zależy od nas, od tego jak będziemy postępować ze sobą. Wiem z własnego doświadczenia, odkąd uczę się grać na gitarze. Co prawda nie zawsze jest łatwo, często miałem dosyć, ale i tak to przygrywanie daje mi wiele radości i po prostu wiem, że nie zrezygnuje. Czasem sobie odpuszczę, zrobię przerwę, ale i tak wiem, że w końcu znowu wrócę do grania na tym starym, kochanym pudle. Podobnie z resztą mam z pisaniem.
Zdaje sobie sprawę, że ten wpis to kolejny mój manifest optymizmu, bo właściwie każdy mój tekst jest swoistym manifestem optymizmu i radości z życia. Inny nie będę i wcale być nie chce. Dlatego czasami pomyślcie o tym, jak piękne jest wasze dążenie do marzeń. Ja wam w nich życzę powodzenia
Przy okazji chciałbym pozdrowić tutaj Łukasza K.




Ej, przestań z tym optymizmem. Pamiętaj, że jesteśmy emo
.
.
..
…
A, no tak, sorry…
“cel, który nam się marzy i śni po nocach, którego tak bardzo pragniemy, że nie możemy spać i myśleć o czymś innym”, który nas w końcu niezdrowo obezwładnia, nie jesteśmy w stanie funkcjonować bez myśli o nim i bez nieustannego dążenia do niego, wszystko inne przestaje być ważne, zanikają inne wartości, liczy się tylko to, do czego dążymy.
fajnie by było mieć jakiś cel w życiu… ^^’
JA TEŻ CHCĘ POZDROWIĆ ŁUKASZA! ^^
WSZYSCY POZDRAWIAJĄ ŁUKASZA
ŁUKASZ, SŁYSZYSZ NAS? xD
Lubię Twojego bloga, jest ciepły, słoneczny, optymistyczny!
Pozdrawiam!
Słysze… ^^’
Ale co jeśli cel do którego dążymy tak zwaną drogą “dobrą”, “umiarkowaną” nagle okazuje się bezsensu? Dobry przykład: uczysz się, chcesz zostać kimś wielkim, twoim marzeniem jest nauczyać, chociażby, i nagle Bum cała nauka w las… całe lata stracone, całe życie, bo nikt Cię do pracy wziąść nie chce, zostajesz nagle poracownikiem w jakimś nudnym biurze, za marne 1,5 tyś … po odtrąceniu od tego wszystkich wydatkow typu podatki, skladki zostaje nagle 600 zł WoW. Stajesz się osobą typową, taką jak wielu i co marzenia Ha! Były, poszły się jebać… Oczywiście, fajnie jest, ze je mamy, że do nich dążymy… ale los czasami pokieruje nas inaczej… smutne
Tak więc polecam byśmy do swoich celów, poświęcali życie a nie 15 min dziennie…
( nie mówie o skrajnościach typu, wale nauke, wale szkołę… a o walę kompa, wale frajerów…)
Yo. Rob fajny wpis… dał do myślenia !