
“I’d sell your heart to the junkman baby
For a buck, for a buck
If you’re looking for someone to pull you out of that ditch
You’re out of luck, you’re out of luck
Ship is sinking
The ship is sinking”
Tom Waits “God’s away on business”
Zawsze chciałem mieć pracę. Poważnie, fajnie by było wychodzić z rana, zapieprzać sobie kilka godzin i co miesiąc dostawać za to pensje. I nie chodzi tylko o chęć posiadania większych dochodów, po prostu praca to dla mnie fajna rzecz. Jak na razie marzy mi się bycie dziennikarzem (w końcu dlatego marzą mi się takie studia jak dziennikarstwo, czy polonistyka), ale nie jest to jakiś główny cel mojego życia. Jeżeli nie zostanę z jakiś powodów dziennikarzy, to nie znajdziecie mnie powieszonego na suchej gałęzi. Myślę o dziennikarstwie, bo lubię pisać, lubię audycje radiowe i lubię telewizje. No i coś tam o polityce wiem. I co najważniejsze wiem, że mnie to będzie bawić. Ale równie dobrze mógłbym pracować gdzie indziej.
Swoją drogą zawsze pociągały mnie prace wysokościowe. Ot robić za budowlańca na jakimś cholernie wielkim wieżowcu, takim, żebym codziennie widział stolice z góry. Jeszcze jacyś fajni koledzy z pracy, napić się z nimi wina, pogadać o życiu i jest fajnie. Tylko by mi w uszach drgała “Ballada do robotnika rannej zmiany”.
Straszliwie mnie denerwuje podejście niektórych pseudointeligentów, że praca fizyczna jest dla ludzi prostych i umysłowo gorszych, a ktoś inteligentny, “sól tej ziemi” to powinien jeno za blatem biurka dupsko grzać i pracę naukowe wymyślać. Ilość tytułów naukowych nie jest w żadnym razie miernikiem inteligencji. Z resztą praca fizyczna jest o tyle fajna, że daje poczucie wolności, pozwala odświeżyć cudownie umysł i po ludzku się zmęczyć. Praca fizyczna jest dobra.
Jedyna praca, jakiej nigdy nie chciałbym się poddać to praca zwyczajnie nudna, taka w której siedziałbym na tyłku i nie robił nic zajmującego, nic co przynosiłoby mi jakąkolwiek radość, czy chociaż satysfakcje. Taką przy której każdy dzień to jednakowy do wyrzygania ciąg karteczek. Za nic nie chciałbym być księgowym, bądź bankierem. Za nic, za nic, za nic. Utopiłbym się
Bo przy pracy najważniejsze jest szczęście. Jeżeli praca cię uszczęśliwia, daje ci satysfakcje i sprawia, że twoje życie jest pełne to praca jest dobra.
PS. A skąd taki tytuł wpisu? Nie mam bladego pojęcia.




budowlaniec? Jakby co to mogę Ci załatwić prace budowlańca, ale w Londynie
a dziennikarz, to taki zawód, że właściwie nie specjalnie potrzebujesz wykształcenia więc tym to się nie przejmuj.
Ja to myśle nad byciem informatykiem albo bibliotekarzem, genilne roboty
“a dziennikarz, to taki zawód, że właściwie nie specjalnie potrzebujesz wykształcenia więc tym to się nie przejmuj.”
Ale mimo wszystko warto je mieć
Z resztą maturę myślę zdać spoko, a życie studenckie mnie pasjonuje
A ja będę pani fotograf – grafik komputerowy. No i podejmę się studiów orientalistycznych ;-d haha.
http://erteen.wordpress.com/2007/11/17/6/
Potraktuj to jak komentarz
Dodam jeszcze tylko, że praca fizyczna nigdy nie wydawała mi się mniej ważna od pracy umysłowej. Wręcz przeciwnie – gdyby nie tysiące górników, budowlańców i drogowców, “wykształciuchy” mogłyby tylko marzyć o tak wygodnym życiu, jakim żyjemy teraz. I w tych relacjach niekoniecznie trzeba się doszukiwać wzajemności.
zgadzam się z tobą
Też zawsze chciałem mieć pracę. I znalazłem po dwóch latach bezrobocia. Jestem magazynierem w hurtowni i jestem szczęśliwy. Pensja nie jest może duża ale ja nie jestem strasznie wymagający jeśli chodzi o pieniądze. Poza tym tak trafiłem, że pracuję z fajnymi ludźmi i za nic w świecie nie odejdę z własnej woli z tej roboty, nawet jeśli trafiłaby mi się lepsza oferta. Po prostu jestem szczęśliwy, więc po co to zmieniać? Aha. Ja wychodzę nie z rana tylko pod wieczór, trzy razy w tygodniu
Jest spoko.
moja znajoma, która skończyła dziennikarstwo ciągle powtarza, że na tym kierunku nie nauczysz się niczego przydatnego. pewnie nawet na dzienne mi się nie będzie chciało chodzić. właśnie- znajdę sobie jakąś robotę na tydzień